Terroryści na podwórku

W internecie można się dzisiaj natknąć na mnóstwo mniej lub bardziej mądrych haseł i tak oto pewnego dnia w ręce wpadło mi takowe: „Kto się nie bał Buki, miał nerwy ze stali”. Cóż, pomyślałam sobie, Muminki uwielbiałam od najmłodszych lat, ale żeby od razu bać się Buki?

Owszem, trochę mnie zaniepokoiła, kiedy w drugiej klasie przeczytałam Zimę w Dolinie Muminków, ale żeby miała spędzać sen z powiek? Nie pamiętam również, aby bali się jej moi koledzy. Nie dlatego jednak, że nie była straszna. W czasach PRL-u mieliśmy wystarczająco innych powodów, aby się bać, włącznie z czarną wołgą.

Najpierw był czerwony kogut sąsiadki, nazywany Kukurykiem, który potrafił przegonić każdego szkraba przez całe osiedle i przez którego na zawsze znienawidziłam wiersz Marii Kownackiej Kukuryku na ręczniku. Często uciekaliśmy przed tym kogucim terrorystą, bo nie był skory do żartów. Raz nawet przejechał się na moich plecach, dziobiąc i waląc skrzydłami, pod oddaloną o kilkaset metrów oborę ciotki i gdyby go nie przegoniła miotą, byłoby naprawdę krucho. Po tej akcji długo miałam traumę i bałam się wychodzić na podwórko, na które zaglądał, najwyraźniej uzurpując sobie prawo również do naszych kokoszek. Sąsiadka zaś niewiele sobie robiła z dziecięcych skarg i nie miała zamiaru skracać go o głowę, bo dobrze kury parzył. Na obiad zresztą się nie nadawał, bo był dość leciwy i pewnie łykowaty. Na szczęście pewnego dnia, kiedy podziobał jej wnuka, sprzedała go starszej pani, która – jak mówiła – potrzebowała kawalera dla swoich kurek.

Można więc było odetchnąć? Nic bardziej mylnego.

Nie lepsze były bowiem ciotczyne gęsi, które wędrowały z jednego nieogrodzonego podwórka na kolejne, zostawiając po drodze wielkie, zielone kupska, i które nie miały w sobie ani odrobiny uroku Klemensa i Klementynki, gęsiej pary z Doliny Młynów (kto pamięta ten serial?). Atakowały stadnie, sycząc, dziobiąc i łopocząc szeroko rozpostartymi skrzydłami. Bolało jak diabli!

hqdefault

Ptaszyska, odważne w stadzie, wystarczyło przepłoszyć, ale ja się bałam. Nie pomogły nawet docinki dorosłych kuzynów i ojca, że straszna beksa jestem i że młodsza siostra, wówczas trzyletnia, potrafi sama przegonić gąsiory z podwórka, dzierżąc niczym oręż większą od siebie brzezinową miotłę.

Aby zmienić moje podejście do syczących stworów, trzeba było potęgi miłości. Choć, z drugiej strony, gdyby nie one, pewnie bym się nie zakochała w rycerskim koledze z zerówki, który podprowadzał mnie do domu, aż pod drzwi wejściowe, i płoszył gąsiory…

hqdefault (1)Foto: kadry z filmów Urwisy z Doliny Młynów i Klementynka i Klemens – gęsi z Doliny Młynów.